Wspólnota i jej lider - przed wyborami moderacji PDF Drukuj Email
poniedziałek, 18 lutego 2013 19:50

Wspólnota i lider wspólnoty – przed wyborami moderacji 2013 r.

 

Zanim zadamy sobie pytanie: kto konkretnie ma być liderem mojej wspólnoty albo czy dana osoba nadaje się na lidera, warto spojrzeć na sprawę trochę szerzej, przypominając sobie, jakie jest miejsce wspólnoty w planach Bożych i jaka jest rola lidera. W przeciwnym razie możemy łatwo złapać się w pułapkę światowego myślenia, szukając kogoś, kto zaspokoi nasze bardziej lub mniej świadome potrzeby czy pragnienia, ewentualnie kogoś, kto po prostu sprawia dobre wrażenie. To jednak nie jest właściwa motywacja ani właściwy sposób wybierania kogokolwiek do jakiejkolwiek posługi w Kościele, a tym bardziej – do posługi lidera.

1. Dlaczego Bóg powołuje wspólnoty?

Powołanie wspólnoty nie jest jakieś zasadniczo inne niż powołanie całego Kościoła – wspólnota zawsze jest odbiciem Kościoła powszechnego, chociaż ma swój specyficzny charyzmat i charakter. W nauczaniu Jana Pawła II na temat Kościoła często powtarzały się trzy elementy: Kościół to wspólnota, misja i tajemnica. Dlatego też do istoty każdej wspólnoty w Kościele należy:

 

  • bycie wspólnotą, czyli bycie razem, wspieranie się, napominanie itp.

  • misja, czyli działalność na zewnątrz. Pierwszą misją Kościoła, a więc i każdej wspólnoty jest ewangelizacja, czyli głoszenie Królestwa Bożego.

  • tajemnica, czyli „misterium” – to wymiar modlitewny. Wspólnota nie może tylko polegać na działaniu i na byciu razem. Sercem wspólnoty jest modlitwa, zarówno wspólna jak i osobista. Bez tego wspólnota byłaby tylko jakąś świecką grupą zgromadzoną wokół wspólnych celów.

Jeśli powołaniem wspólnoty jest służba na zewnątrz i do wewnątrz, trzeba do tego podejść poważnie – nie możemy traktować wspólnoty tylko jako czegoś, co ma mi zapewnić błogostan czy miłe towarzystwo. Jeśli wchodzę we wspólnotę, to oznacza, że oddaję samego siebie na służbę Bogu. Bóg oczywiście zwraca z nawiązką – to, co Mu oddam, wraca do mnie zwielokrotnione. Ale chodzi o tę postawę służby, gotowości do bycia na wezwanie Boga.

Z drugiej strony, aby możliwa była realizacja tego powołania, musi być też formacja. Formacja we wspólnocie nie jest celem samym w sobie, nie chodzi o to, żeby się ciągle formować dla samej przyjemności zdobywania nowej wiedzy. Formacja jest po to, żeby każdy członek wspólnoty naprawdę stał się uczniem Chrystusa – żeby jego życie było zgodne z tym, jak żyje uczeń Chrystusa oraz aby mógł wypełniać swoje powołanie (np. ewangelizacja, prowadzenie małej grupy, modlitwa wstawiennicza).

2. Dlaczego wspólnota potrzebuje lidera?

Lider we wspólnocie nie jest jakimś wodzem, który ma patent na nieomylność i wyłączność decyzji. Liderowanie, tak samo jak każda inna funkcja we wspólnocie, to posługa. Znamy słowa Chrystusa – „kto by chciał stać się wielkim, niech będzie sługą waszym, a kto by chciał się stać pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym” (Mt 20,26-27).

Nieraz zdarza się, że Bóg powołuje wspólnotę do życia w taki sposób, że daje natchnienie jednej osobie lub niewielkiej grupie osób – są one duchowymi „ojcami” czy „matkami” rodzącej się wspólnoty i zazwyczaj przez pierwszy okres są też jej liderami. Wokół nich gromadzą się kolejne osoby, które – choćby w niewielkim stopniu – mają podobne natchnienie, podzielają wizję „ojców i matek założycieli.” Nie oznacza to jednak, że liderowanie wspólnocie jest dożywotnie albo że wspólnota ma po prostu realizować wizje liderów. To byłoby instrumentalne traktowanie wspólnoty i jej członków – Bóg nigdy tak na nas nie patrzy. Jego podejście do ludzi jest podmiotowe, nie przedmiotowe (czyli nie tylko wyznacza jakieś zadania do spełnienia, ale przede wszystkim zapala ludzi do tych zadań i daje im potrzebne dary). Myślenie Boga nigdy nie jest takie: „mam zadanie do zrealizowania, więc znajdę sobie jakichś ludzi, którym zrzucę to na barki i nie obchodzi mnie, co oni sobie myślą na ten temat”. Niestety, czasem takie bywa myślenie liderów wspólnoty – są tak skoncentrowani na swojej wizji, na swojej misji do zrealizowania, że robią to kosztem innych. Owszem, potrzebują ludzi, ale posługują się nimi jak narzędziami do realizacji własnej wizji. Nieraz przez pewien czas to się udaje, ale potem następuje wypalenie, albo ciągłe dokręcanie śruby czy zwiększanie poczucia zagrożenia (gdy już ludziom nie starcza entuzjazmu i zaufania do lidera).

Lider nie ma więc być wodzem ani nieomylnym guru. Jednak jest bardzo potrzebny – wspólnota bez lidera jest jak organizm bez głowy. Jeśli lider (lub lepiej – grono liderów) dobrze rozumie swoją posługę, jego rola jest bardzo istotna:

  • dba o realizację charyzmatu, czy też pierwotnego powołania wspólnoty,

  • dba o formację członków wspólnoty,

  • organizuje życie wspólnoty,

  • rozeznaje (razem z innymi członkami wspólnoty!), czego Bóg chce od wspólnoty w danym momencie i jaką drogą ma wspólnota podążać,

  • dba o głoszenie Słowa Bożego we wspólnocie (chociaż sam nie musi być najlepszym mówcą czy nauczycielem!),

  • dba o potrzeby słabych czy przeżywających trudności członków wspólnoty (również nie musi tego robić bezpośrednio, ale musi zapewnić działanie odpowiedniej posługi),

  • reaguje na sytuacje problemowe itp. – oznacza to zarówno rozeznanie, jak i decyzje.

 

Jakie wobec tego powinny być cechy lidera, po czym można poznać, że ktoś się do tej posługi nadaje? Jest rzeczą oczywistą, że podstawą jest zawsze relacja z Jezusem. Jeśli ktoś nie ma takiej relacji, nie pielęgnuje jej, nie rozwija, to w ogóle nie powinien się nazywać chrześcijaninem, a co dopiero być liderem wśród chrześcijan. A jakie są cechy wyróżniające lidera (czy też kandydata na lidera)?

  • Po pierwsze: postawa służby. Przejawia się ona np. w tym, że jeśli widzę jakąś sprawę, jakiś problem, od razu pierwszy staram się go podjąć – choćby była to sprawa tak banalna jak rozsypana na podłodze kasza.

  • Po drugie: słuchanie Boga i posłuszeństwo Bogu. Lider nie musi mieć charyzmatu proroka (czy też doznawać jakichś „objawień”) – chodzi o zwykłe słuchanie Boga, który przemawia przez wewnętrzne natchnienia, przez ludzi, przez zdarzenia.

  • Po trzecie: zrozumienie misji wspólnoty i mocna identyfikacja z tą misją.

  • Po czwarte: cechy związane z dojrzałością: stabilność emocjonalna, odpowiednia wiedza (znajomość Słowa Bożego), zdrowe relacje.

  • Po piąte: wrażliwość na potrzeby innych.

  • Po szóste: zdolność pociągania innych, kierowania ich ku dobrym rzeczom. Jeśli ludzie nie idą za kimś, nie będzie on dobrym liderem.

Niektóre z tych cech trudno jest mieć jednocześnie, dlatego są też różne typy liderów i lepiej, jeśli we wspólnocie istnieje zespół liderów (czyli moderacja) niż jeden silny lider, który o wszystkim decyduje.

Cztery podstawowe typy (wyróżnione przez Ricka Olmsteada) to:

  • Lider typu „chodźmy” – to ten, który ma najsilniejszą moc pociągania ludzi i najsilniejsze poczucie misji. Jego słabością jest mała wrażliwość na potrzeby ludzi i tendencja do niedoceniania trudności – wszystko wydaje mu się w zasięgu ręki.

  • Lider typu „pomóżmy” – to ktoś, kto ma silne poczucie rzeczywistości i „stawia na ziemi” wszystkie plany lidera pierwszego typu – potrafi zorganizować odpowiednie środki i zasoby ludzkie do realizacji planów.

  • Lider typu „uważajmy” – to ten, który ma szerszą perspektywę i potrafi dostrzec różne opcje, potencjalne zagrożenia, w trudnych chwilach wyratuje pierwszego lidera (i całą wspólnotę) od nieszczęścia.

  • Lider typu „bądźmy razem” – to ten, który ma największą wrażliwość na potrzeby ludzkie i sprawia, że wspólnota zrasta się w całość, a nie jest tylko grupą działaczy spotykających się na wspólnych akcjach.

 

3. Dlaczego lepiej, gdy główny lider wspólnoty zmienia się co jakiś czas?

Jest takie amerykańskie powiedzenie: „jeśli coś działa, po co to naprawiać?” Nieraz jest tak, że wspólnota nie odczuwa potrzeby zmiany głównego lidera, bo „wszystko działa”. I nieraz musi dojść do poważnego kryzysu, gdy już prawie nic nie działa, gdy ludzie odchodzą, żeby wspólnota dojrzała do decyzji, że potrzebna jest zmiana lidera. Zazwyczaj wtedy odbywa się to w bardzo niechrześcijańskiej atmosferze – pełnej wyrzutów, rozżalenia i wzajemnych oskarżeń. Często wspólnota w ogóle się rozpada. Można by tego uniknąć, gdyby wspólnota nie zakładała, że lider jest jak silnik starego Mercedesa, który przejedzie milion kilometrów bez odpoczynku i remontu. Podobno w stadzie dzikich ptaków, np. gęsi, jest tak, że najsilniejszy ptak leci na przedzie klucza – nawet przez stosunkowo długi czas, jednak po pewnym czasie zmienia go drugi, przejmując prowadzenie. To nie znaczy, że ten pierwszy już ma spaść na ziemię i dalej nie lecieć, ale ktoś inny bierze na siebie trud „ciągnięcia klucza ptaków”. Podobnie jak stado dzikich gęsi, tak i wspólnota powinna raz na jakiś czas dać odpocząć liderowi, pozwalając, by ktoś inny zajął jego miejsce. I lepiej, gdy dzieje się to nie na moment przed totalną awarią lidera, ale wcześniej.

Jeśli liderzy zmieniają się w odpowiednim momencie, a nie w sytuacji wymuszonej „awarią lidera”, wtedy jest dużo większa szansa na zachowanie ciągłości działania wspólnoty (bo stary lider nie zostanie potraktowany jako śmiertelny wróg, ale w dalszym ciągu będzie służył swoją radą i doświadczeniem). Jednocześnie zaś jest szansa na odkrycie aspektów wspólnoty, które może zostały przez poprzedniego lidera przesunięte na boczny tor.

Słyszałem nieraz nauczanie, że kto raz był liderem (lub animatorem), ten do końca życia nim pozostaje. Jest ono prawdziwe w tym sensie, że rzeczywiście zawsze w sercu pozostaje troska o innych, troska o wspólnotę. Dlatego starych liderów i animatorów nie wyrzuca się na śmietnik, ale powinni oni albo otrzymać mniej wyczerpującą posługę, albo przynajmniej tworzyć jakąś „radę starszych”, wspierającą bieżących liderów.

4. Potencjalne problemy z wyborem lidera

  • Ci, którzy się najbardziej nadają, są już w coś zaangażowani – często tak bardzo, że nie wyobrażają sobie, że mogliby to zostawić i zająć się posługą lidera. Mimo wszystko jednak powinni rozważyć w sercu, czy przypadkiem, dając im jakąś posługę, Bóg nie przygotowuje ich na coś większego, na coś bardziej odpowiedzialnego – na bycie liderem wspólnoty.

  • Członkowie wspólnoty dają się „uwieść” czyimś planom i wizjom (lub mocnemu nauczaniu), pomijając własne słuchanie Boga. Potencjalny lider to musi być ktoś z wizją, kto prowadzi wspólnotę w jasnym kierunku. Ale musi to być też ktoś, kto słucha wspólnoty. Bóg nie działa obecnie tak jak w Starym Testamencie, przemawiając do jednego wybranego patriarchy, którego inni mają po prostu słuchać. Zresztą, gdy tylko Izraelici zostali na to przygotowani, Bóg rozlewał swego ducha na kolejnych „pomocników” (patrz Mojżesz i starsi Izraela – Lb 11,25). Bóg, dając wspólnocie misję, mówi nie tylko do głównego lidera, ale do wszystkich.

  • Członkowie wspólnoty mylą dar nauczania z darem lidera (czyli – apostoła). Oczywiście dobrze, jeśli lider umie nauczać, jednak lider nie musi być wybitnym nauczycielem. On ma nazwać pewne rzeczy tak, aby ludzi pociągnąć i ukierunkować. Rolą nauczyciela jest pokazać to w pewnej perspektywie, poukładać, usystematyzować. Lider, który sam nie jest szczególnym nauczycielem, potrzebuje nauczyciela, który będzie go wspierał – jednak nie każdy dobry nauczyciel będzie dobrym liderem.

  • Jeszcze jeden problem – to problem dotyczący każdych „demokratycznych” wyborów. Z pozoru demokracja jest bardzo sprawiedliwym ustrojem. Jednak w praktyce okazuje się, że głosujemy na kandydatów i sami nie za bardzo rozumiemy konsekwencje swojego głosowania: kierujemy się bowiem dużo bardziej emocjami niż trzeźwym osądem sytuacji. Mówiąc prawdę, gdybyśmy mogli mieć pełny, trzeźwy osąd sytuacji, to pewnie sami bylibyśmy najlepszymi kandydatami na dane stanowisko! Nieraz dochodzą do głosu własne zranienia (dany kandydat powiedział coś, co mnie dotknęło lub choćby krzywo na mnie spojrzał), własne ciche pragnienia (dany kandydat powiedział coś, co poruszyło te pragnienia), a nieraz nawet zwykła ludzka sympatia lub antypatia. Doskonale wiedzą to kandydaci w wyborach politycznych – obecnie sztuka marketingu politycznego, czyli żerowania na naszych emocjach, zepchnęła merytoryczną dyskusję na margines. Wybieramy kogoś, kto odpowiada na nasze potrzeby, podsycane przez tzw. spindoktorów. Musimy bardzo uważać, żeby w taki sposób nie podchodzić do wyborów liderów wspólnoty. Własne emocje trzeba odłożyć na bok i zapytać się w swoim sercu Boga, czego chce dla naszej wspólnoty i w związku z tym, jacy liderzy będą dla niej najlepsi. We wspólnocie nie ma miejsca na marketing wyborczy!

Podsumowując – musimy pamiętać, że lider i wspólnota naprawdę żyją słuchaniem Boga i szukaniem Jego woli. Bardzo łatwo pomylić swoje własne pragnienia, ambicje i wyobrażenia z tym, czego naprawdę Bóg od nas oczekuje i co dla nas przygotował. Nieraz – prawie zawsze – autentyczne natchnienie Boga miesza się w naszym sercu z własnymi wyobrażeniami i pragnieniami. Dlatego wszelkie decyzje we wspólnocie, a wybory moderacji są jedną z kluczowych decyzji, powinny być poprzedzone uczciwym słuchaniem Boga przez wszystkich członków wspólnoty, a także słuchaniem siebie nawzajem – Bóg przemawia nie tylko przez prywatne objawienia, ale także przez innych ludzi! (M.G.)